Ziguinchor - Senegal

W ostatnim czasie mieliśmy przywilej (wraz z bratem odpowiedzialnym za dostarczenie literatury) przywieźć literaturę do zboru.
Czytając tą historie nie jeden z pewnością doceni jak funkcjonuje to w Europie. Jak to jest w Twoim zborze ? Może po prostu paczki przychodzą na Salę? Może musisz podjechać do sąsiedniej Sali Królestwa ? Ale na pewno nie musisz jechać po nią do kraju obok...


Jak wiecie w Gambii są 4 zbory angielskie i jeden francuski. Zbór w którym jesteśmy przywozi literaturę dla wszystkich zborów.
Po literaturę brat ten jeździ co 3-4 tygodnie. Często dowiaduje się o tym w piątek, ze w sobotę może jechać po odbiór.
Im wcześniej zaczniesz taka podróż tym wcześniej wrócisz..
My swoją rozpoczęliśmy z lekkim opóźnieniem - ok 9:00. Najpierw z miejsca zamieszkania dojechaliśmy do Brikamy- jest to miejsce w Gambii skąd odjeżdżają busy na granice z Senegalem. Taka podróż to ok 30 min... w zależności jak ciężko jest złapać busa. W Brikamie kupiliśmy śniadanie - tapalapa z rybą i makaronem - przygotowane przez Gambijkę i sprzedawane na Targu. Zazwyczaj takie gotowe „kanapki” są ostre - bo jak wiadomo Gambijczycy lubią ostrą kuchnię.
W Brikmie znaleźliśmy busa, który zabrał nas na Granice z Senegalem - tutaj jest dostć zabawnie.
Najpierw podjeżdżamy w miejsce gdzie trzeba wysiąść z auta i podejsc do okienka gdzie dostaniesz do paszportu pieczątkę potwierdzająca opuszczenie Gambii.
Następnie wsiadasz znowu do auta - podjeżdżacie 50m i znowu wysiadasz z auta aby urzędnik sprawdził czy masz pięczątkę, że opuściłeś Gambie i wpisał cię do jakiegoś zeszytu... tutaj mieliśmy radość - bo celnik który to robił miał obok siebie otwarte Przebudźcie sie! po francusku, a obok leżała Strażnica.
Kiedy otrzymasz swój paszport znowu wsiadasz do auta i jedziesz jakieś 50m i znowu wysiadasz - teraz już pytają gdzie jedziesz, i wbijają ci pieczątkę ze wjeżdżasz do Senegalu.
Nasze auto podwozi nas na pętlę z busami, która jest zaraz za granicą i tam nas zostawia. Teraz wsiadamy do auta typowego dla Senegalu - tzn. Stary Peugeot 505/504 który jest przerobiony z 5 osobowego na 8 osobowy ... podróż nim była by całkiem przyjemna gdyby nie fakt, że jedziesz ściśnięty jak Sardynka, a w ostatnim rzędzie prawie nie ma miejsca na nogi... nasza podróż trwała 1,5h - czasem może trwać nawet 2h.
Kiedy wsiadasz do auta zaczynają podchodzić do Ciebie dzieci z ciastkami żebyś od nich kupił, nawet jeśli nie chcesz tego zrobić to stoją przy tobie i wciąż proszą żebyś kupił dopóki nie odjedziesz... dzieci te nie mówią po angielsku - tylko po francusku i wolof.
Nasza grupa składała się z 5 osób, wiec z nami pojechały jeszcze dwie kobiety i kierowca.
Ponieważ to już inny kraj, po drodze pola, wiec nie było zasięgu w telefonach, nie było internetu... byliśmy skazani na siebie 🤪
Podróż minęła bezpiecznie. Po drodze jest kilka punktów na których kiedyś były kontrole, teraz w punktach tych są pracownicy, a kierowca tylko zwalnia i macha do nich, a oni pozwalają jechać dalej.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce najpierw odpoczęliśmy w lokalu, zamawiając napoje i mając ze sobą swoje jedzenie.
Potem w Ziguinchor udaliśmy się na Sale Królestwa.
Sala w  w Senegalu jest ciekawa. Jakiś czas temu została przerobiona w ten sposób że jednocześnie może służyć za Salę Zgromadzeń.
W jaki sposób ?
Na końcu sali - ściana jest zrobiona jako wielkie drzwi, które na czas zgromadzenia są otwierane, a za drzwiami jest wybetonowany podłoga i zrobiony dach. Dzięki temu wystarczy tylko dostawić krzesła!
Załadowaliśmy kartony z literatura na auto brata, który zaoferował pomoc w podwiezieniu kartonów na stacje busów.
I w drogę!
Znowu znaleźliśmy Peugeota i jedziemy na granice !
Po drodze kierowca nagle zatrzymuje się na poboczu - wtedy do auta podbiegają z każdej strony kobiety, przez szyby auta wkładają ręce z woreczkami pełnymi mandarynek i krzyczą, żeby kupić od nich... cena była dośc dobra więc skusiliśmy się na jeden. I biznes się kręci :)
Przejście graniczne w powrotną stronę wygląda dokładnie tak samo.
Na granicy Gambii wzięliśmy już busa dla siebie który zawiózł nas na sale do Brikamy, gdzie zostawiliśmy literaturę dla pozostałych zborów i potem na nasza Sale.
W domu byliśmy 18:40.

A ty ? Co myślisz kiedy odbierasz literaturę ?
Fajnie ze jest na mojej sali, ze nie muszę nigdzie po nią jechać ?
Doceń to co masz !
Taka podróż była naprawdę wyczerpująca.


Zobaczcie krótką relację fotograficzną:







































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz